Wlasnie rozpoczal sie 11-ty miesiac naszego pobytu w Poludniowej Afryce.
Wraz z Jarkiem przylecielismy do Afryki w sierpniu zeszlego roku i od tamtej pory wszystko okazalo sie byc nowe, zaskakujace, interesujace I nieprawdopodobne.
Nieprawdopodobne, poniewaz patrzac na mape swiata, wyladowalismy na “ koncu swiata”.
Wrazenia po kilku tygodniach pobytu byly jednoznaczne: KRAJ KONTRASTOW!
Od bogactwa kopalnii zlota, wiezowcow w Johannesburgu, szybkich i nowoczesnych autostrad, samochodow po ludzi zyjacych na obrzezach miasta w “ altankach” czesto jeszcze bez elektrycznosci, po dzieci zebrajace o jedzenie na skrzyzowaniu ulic!.
Szybko mozna sie bylo zorientowac na temat roznorodnosci kulturowej I jezykowej tutejszych mieszkancow, gdyz sporo ludzi przyjedza tu z osciennych panstw w poszukiwaniu pracy ( Mozambik, Zimbabwe, Malawi).
Wszechobecne sa: jezyki-sutu,zulu, kosa oraz koscioly-protestanckie,holenderskie,afrykanskie,natomiast katolicy stanowia tu jedynie 7%.
RPA jest krajem, gdzie ludzie biali i czarni mieszkaja razem,choc aparthaidu nit nie zapomina. W zwiazku z tym, ze kraj jest pelen nalecialosci europejskich uslyszec rowniez mozna z ust biaoskorych mieszkancow jezyk afrykanerski.
Nie bez kozery w przewodnikach turystycznych dotyczacych Poludniowej Afryki przeczytac mozna, ze kraj ten nalezy do jednych z niebezpieczniejszych w Afryce.
Wszedzie dostrzec mozna bramy, ploty, elektryczne zabezpieczenia, firmy ochroniarskie. Ludzie zabezpieczaja swoje domostwa przed zlodziejami, ktorymi czesto sa imigranci poszukujacy szybkich metod wzbogacenia sie!.
My zamieszkalismy niedaleko Johannesburga w sierocincu o ladnie brzmiacej nazwie TLC-The Love of Christ Ministries.
Sierociniec, a w zasadzie dom rodzinny prowadzony jest przez Panie Jarvis, ktore od 18-stu lat przyjmuja porzucone czarnoskore dzieci. Czesc z nich zostala zaadoptowana przez nie same. Wiekszosc dzieci zostala wzieta prosto ze szpitala po urodzeniu, gdzie zarazone HIV-em matki pozostawily swoje niemowleta.
Kazde z dzieci ma swoja odrebna historie, laczy je natomiast wspolny dom.
Oprocz dzieci juz zaadoptowanych przez wlascicielki domu sa i te, ktore czekaja na swoja szanse i szczescie. Czesc z nich przygotowywana jest do adopcji do Europy.
Opieke nad dziecmi sprawuja wolontariusze z niemalze polowy swiata, my natomiast wraz z Jarkiem reprezentujemy Polske oraz Salezjanski Wolontariat Misyjny
Wszystko dzieje sie jak w normalnym domu, jedynie czynnosci nalezy pomnozyc razy 72,gdyz taka ilosc dziei tutaj mamy;). Poczawszy od niemowlat w becikach po nastolatkow startujacych na uniwersytety.
Pracy nie brakuje nikomu…
Nam oprocz przewijania malenstw, przyszlo rowniez gotowanie dla calego domu. Nie lada zadanie, choc juz wiemy, ze nawet na “ koncu swiata” polskie pierogi smakuja wysmienicie
Prosto z zimowej RPA-Magdalena Gawron
Ps. Odsylam na stronke TLC www.tlc.org.za
Wlasnie mija miesiac odkad wyladowalismy na afrykanskiej ziemi.
Co do pracy wolontariuszki to osobiscie najbardziej realizuje sie w niej podczas SZKOLKI NIEDZIELNEJ, jak to jest i kiedy juz pisze!
Niedziele rozpoczynamy od Mszy Sw. ktora rozpoczyna sie o godz. 8.30. Tuz po niej dzieciaki- w zaleznosci od wieku- rozchodza sie do swoich grupek na NAUKE KATECHIZMU.Radosci i usmiechow jest wiele, poniewaz maluszki dziela sie tym co je najabrdziej interesuje w kosciele!:)
Animatorki-wolontariuszki, z ktorymi wspolpracujemy zawsze sluza pomoca i dobrym ciastem, poniewaz to wazne, by dzieci za nauke otrzymywaly to COS!
Nauka katecizmu jest zupelnie inna anizeli w Polsce, poniewaz tu wspolnie z dziecmi wedrujemy po kosciele-namiocie, by pokazac gdzie jest DOMEK PANA JEZUSA i dlaczego tuz obok pali sie czerwone swiatlo….dlaczego przed wejsciem do namiotu stoi woda swiecona…dlaczego niekiedy stoimy niekiedy siadamy podczas Mszy….DUZYCH pytan MALYCH ludzi nie brakuje…
Magda
…to było jeszcze w sierpniu. W niedzielne popołudniu, w drugim tygodniu naszego pobytu wybraliśmy się na kilka godzin do sierocińca,które znajduje się na terenie naszej parafii. jarek-siero1Mieliśmy okazje poznać tylko niektóre dzieci, ponieważ połowa z nich była na weekendzie u swoich lub zaprzyjaźnionych rodzin.
Od prowadzących sierociniec usłyszeliśmy historie ich życia wraz z porzuconymi i zarażonymi dziećmi. Historia niebywała, ponieważ Patrycja będąc mała dziewczynka otarła się o śmierć. Po tym wydarzeniu obiecała sobie i Maryi ,że będzie się zajmować dziećmi zakażonymi wirusami. Obietnicę daną Bogu i Maryi spełniła…. dzisiaj ma ponad sześćdziesiąt lat i prowadzi razem z mężem sierociniec dla dzieci chorych na AIDS/HIV. magda-siero1Nie są dotowani przez państwo ani inne organizacje, żyją z dnia na dzień z darów od ludzi.
Wraz z nimi uczestniczyliśmy we Mszy Św,wsłuchując się w zuluskie pieśni. Następnie rozmawialiśmy o problemach z jakimi się borykają, o historiach podopiecznych. Pierwsze moje wrażenie jest takie,że sierociniec jest bardzo źle zorganizowany… czasami brakuje środków czystości, jedzenia, witamin, lekarstw. Podopiecznych jest około 50. Śpią w kilku pokojach na piętrowych łóżkach. Natomiast te najbardziej chore i śpią w pokoju Patrycji i Simona.
Są całkowicie skazani na ludzka dobroć ,pomoc i wsparcie.
…..rzeczywistość ich życia dała nam wiele do myślenia……nie chcemy zmieniać ich stylu życia, ale jeśli tylko się uda POMÓC!
Niedzielny poranek wita nas przyjemnym chłodnym wiaterkiem, ale później jest już znacznie cieplej.
W Niedziele 23 SIERPNIA przyjechał z odwiedzinami do nas ksiądz Paweł Dziadkiewicz,który już tydzień później wyruszył do swojej nowej placówki misyjnej w Malawii.
W czasie jego pobytu zaczęliśmy kreślić zarysy przyszłego boiska i placu zabaw. Podeszliśmy do tej pracy z ogromną cierpliwością ,a zarazem wielkim entuzjazmem.
Pewnego dnia po modlitwach porannych i Mszy zabraliśmy się za ustawianie słupków pod przyszłe boisko.
Kilka słupków ,sznurek i praca szła niczym w dobrej fabryce.
Sprawdzanie przekątnych i pierwszy widoczny zarys boiska były gotowe. Następnego dnia zabraliśmy się za wykreślanie lin: dwa szpadle i kopaliśmy małe rowki pod przyszłe linie autowe.
Z całego przedsięwzięcia zrobiła się bardzo sympatyczna zabawa…
Tego dnia – Magda wieszała pranie, albo pomagała przy kopaniu małych rowków…jak na kobietę przystało;)W sumie do ukończenia budowy boiska jeszcze trochę brakuje, ale myślimy że w następnym tygodniu posuniemy się o następny krok do przodu. Specyfika tego miejsca nie pozwala na działanie do jakiego możemy być przyzwyczajeni w Polsce. Wszystkie prace mają swój odpowiedni czas i właściwe miejsce.
…na wszystko trzeba poczekać;)
…tak minął nam kolejny cudowny dzień, na górzystej czerwonej afrykańskiej ziemi. Powiem tylko jeszcze, że u nas zima ustępuje już miejsca wiośnie. Powoli, powoli tutejszy afrykański świat budzi się do życia…i robi się coraz goręcej jak na Afrykę przystało!
Jarek
I kto by pomyślał. Pierwsze dni mijają w Afryce. Inkulturacja.W RPA jest w tej chwil zima. Dni do 17 są cieple po 17 chłodno, ciemno i zimno tak do 9.00 rana. Czekamy na druga wiosnę tego roku
Szok, chwile wielkiego zdziwienia, swiat wielkiej różnorodności ale zarazem bogactwa. Bogactwa materialnego i duchowego.
Ale jakby nie spojrzec na RPA, wszedzie są domy bogatych ludzi specyficznie pozamykane domy jak “geta” . Jest to specyfika tzw. tutejszy klimat, standart zycia ludzi bogatych. Zamykają się za wielkimy murami, plotami pod duzym napieciem. Chwile pozniej widac domek bardzo maly “cztery sciany” , w ktorym wszystko jest w jednej izbie i kuchnia i pokoj goscinny a nawet sypialnia…
różnice są tak wielkie… niby wszyscy widza wiedza ale jak się to widzi a własne oczy to docenia się to co milo i to co bedzie dnia jutrzejszego
Amen. Z Darem modlitwy
pa pa Kochani
TO BYŁ WSPANIAŁY LOT
Na lotnisku byłem około 15 godziny. Bfoto-jarules-songer-2-2021ylem wcześniej, pierwszy raz leciałem i myślałem, że odprawa i te inne sprawy będą o wiele dłuższe. Załatwiło się to w zaledwie kilka minut…
Ksiądz Paweł Dziadkiewicz i Mateusz przyszli nas pożegnać, posiedliśmy chwilkę porozmawialiśmy. To było bardzo miłe. Za co dziękuję.
O 16.55 mieliśmy planowany wylot, ale palny to plany. Opóźnienie było około 20 minut i w końcu. Oberwaliśmy się od ziemi. Lot był cudowny, troszkę trząsało, ale dla mnie wszystko to nowość.
Ja to się mówi pierwszego lotu się nie zapomina, z Wrocławia do Frankfurtu, i z Frankfurtu do Johannesburgu. Lot trwał w sumie około 12 godzin. Lufthansa zbadała o nas bardzo dobrze.
Mogę powiedzieć: było miło i przyjemnie ale troszkę ciasno
rano 8.45 oto jesteśmy na ziemi Afrykańskiej RPA. foto-jarules-songer-2-2241
odprawa pomyślnie przeszła. I jesteśmy w Johannesburgu. Jupi Jupi. Chociaż troszkę zmęczeni, chetni i gotowi do pracy. Ksiądz Stanisław czekał na nas na lotnisku. Wycliliśmy w tym samym czasie z Niemiec ale z innych miast, ks. Stan był 15 minut przed nami.
Na lotnisku czekali na nas jeszcze Edit i Rona, w tego co widzę po kilku dniach widać jak bardzo są pomocne jak dwa Aniołki.
Jeszcze 1.5 godziny i jesteśmy na Parafię w Walkerville pod Johannesburgiem. Panuje tu bardzo rodzinny klimat, po różańcu, koronce i Mszy Św jest wspólna herbata i rozmowa na tematy bieżące parafii.
pozdrawiamy serdecznie Jarek i Magda
To już dzisiaj Magda i Jarek wylatują z Wrocławia do Johannesburga. Oby roczna posługa przyniosła im wiele cennego daru, jakim jest wspólnie spędzony czas z drugim człowiekiem. Życzymy powodzenia i czekamy na Wasze wpisy!
ekipa SWM Młodzi Światu